Eragon - czyli chłopiec i jego pupilek :)

Eragon

(uwaga - recenzja odnosi się tylko do pierwszej części)


Plusy:

+ Napisał 15-latek - to trzeba podkreślić :)
+ wciąga
+ czuć klimat fantasy
+ świat stworzony od podstaw
+ Postać Broma - mega :3

Minusy: 

- (SPOJLER - w sumie jak cała recenzja) ...umiera praktycznie na początku :'(
- Elfy, krasnoludy - okey, świat jest spoko, ale za bardzo sztampowy
- fabuła płyyytka
- niekiedy głupoty logicznego działania świata (czy jak to się mówi)

Moja ocena: 5/10

Chłopiec i jego pupilek :)

Książka została napisana przez piętnasto (wydana bodajże jak miał siedemnaście lat) letniego Christophera Paoliniego, tak więc nie dziwota, że przy dobrze (wręcz rewelacyjnie) zrobionym marketingu, szybko stała się światowym bestsellerem. I bardzo dobrze, bo autor jak najbardziej zasłużył na takie miano, gdyż w książce czuć, iż dawał od siebie dużo miłości (ech, te skojarzenia :p).

Fabuła

Piętnastoletni chłopiec imieniem Eragon, mieszkający ze swoim bratem i ojcem z jakiegoś niewyjaśnionego powodu na odludziu (serio nie bali się napadów i rabunków?), udaje się jak co jakiś czas (dawno czytałem, wybaczcie :p) na łowy, w celu sprzedaży upolowanej zdobyczy we względnie niedaleko położonej wiosce. Eragon znalazłszy małego jelonka, wypuścił w jego kierunku strzałę i... buch - nie jelonka, a niezidentyfikowany, okrągławy obiekt upolował. Dopiero później okazuje się, iż jest to jajo smoka, którego mały mieszkaniec po wykluciu się, naznacza ot tak - z dupy - Eragona, przez co ze zwykłego chłopaka ewoluował na Jeźdźca Smoków. Ostatniego - a jakby to inaczej. Jeszcze dopowiem, iż te jajo zostało przysłane przez pewną elfkę w celu jego ochrony (to tak w dużym skrócie).
Hmmmm, nim spadnie na mnie fala hejtów, to jeszcze trochę krytyki, żeby nie zabrakło Wam argumentów :D
Jak widać, fabuła nie jest jakaś wysoce ambitna. Nie ma to jak czytać powieść o Kimś, kto tak po prostu staje się kimś i od którego tak nagle wszystko zaczyna zależeć. Nawet Ci, którzy nic nie umieją, a stają się sławni, muszą coś od siebie dać - choćby sporą ilość gotówki. Czyż nie?

Klimat

Czas na pochwały. Po prostu kocham tego typu otoczkę, jaka panuje w Eragonie. Kocham wczytywać się w podróże, usłane niebezpieczeństwami. Kocham taki klimat magii. Naprawdę cudownie było się wczytywać w podróż chłopca i mężczyzny (Broma), którzy czasem to spierali się ze sobą, a czasem pomagali sobie nawzajem (...w sumie to tylko Brom pomagał). Właśnie dzięki niemu - Bromowi - książkę czytało mi się przyjemnie, tylko że... dosyć szybko sobie postanowił umrzeć. No spoko, jego śmierć została uzasadniona - osłonił swoim ciałem Eragona, gdy to w jego kierunku leciała włócznia. Tylko że... nie wiem czy autor sobie z tego zdawał sprawę, ale uśmiercił na początku trylogii najlepiej zbudowaną postać xD.
W książce jest dla mnie pewien absurdalny moment. Chodzi mi tu o chwilę, gdy to Eragon ucieka z... kimś (ups) przed armią  Urgali. WTF? Czy one, a raczej ich dowódca jest naprawdę taki tępy, by posyłać w pościg całą armię? Czy naprawdę nie lepiej było wysłać kilka jakichś rozdzielonych grupek po trzy-cztery najszybsze w armii jednostki, aby zaczęły ich okrążać?  Nie do pomyślenia. Ale cóż - pisał piętnastolatek i jest to fantasy, więc... to tylko taka moja uwaga.

Bohaterowie

Jeśli chodzi o postacie, najbardziej przypadł mi do gustu Brom. Jest to postać z własną historią, o której dopiero dowiadujemy się później. Nie spodobała mi się Arya ( to ta elfka, która darzyła pieczą jajo smoka - tak, zajrzałem w końcu do neta :D). Jest ona... hmmm... taka nijaka. W sumie jaki ona ma charakter? O, już wiem jak go nazwać - kobiecy, czyli nieprzewidywalny :D  
Jeśli chodzi o głównego bohatera, Eragona, jest on oki: uparty, jak nastolatek, głupi, jak nastolatek i lekkomyślny, jak... no nieważne, Podoba mi się, iż w książce widać jego dorastanie do pewnych aspektów życiowych. Trochę czytałem drugiego tomu (ponad połowę książki - później stała się... nudna) i nawet to widać (choć trochę dziwne, że dopiero w drugim tomie pod koniec zaczął "zarywać" do Aryi. Tak jakby dopiero zauważył, iż jest kobietą :p). No dobra, ale nie o tym mowa.
Generalnie wszystkie postaci mają coś w sobie, co je odróżnia: Eragon - nastolatek, Arya - kobieta, Roran - brat Eragona. Bohaterów jest więcej, jakby co ;)
Tutaj powiem może coś i o rasach. Dlaczego dałem występowanie Elfów i krasnoludów do minusów, skoro nawet i książka Wiedźmin je posiada? Ano nienawidzę pewnego kopiuj-wklej ras (czegokolwiek). W wiedźminie Elfy i krasnoludy wielce się odróżniają od tych z Tolkiena (od którego bądź co bądź wszystko się zaczęło), a w Eragonie to jest praktycznie to samo. Nawet gry, takie jak Morrowind (czy tam bardziej znany Skyrim), albo Dragon age dodają coś nowego do tychże ras (wieeem, porównuję gry z książką. Wybaczcie). Za pochwałę zasługują zdecydowanie Urgale i Ra'zacy, oraz dobrze wykonana część fabularna, jaką są smoki - np. gdy ginie Jeździec, ginie i smok. Gdy smok ginie, jeźdźcowi nic się nie dzieje (prócz załamań psychicznych i ubolewań nad tym, że już nigdy sobie nie polata :p). Cieszę się, że autor dodał coś od siebie, tym samym wzbogacając świat.


Podsumowanie

Książka zdecydowanie dla młodzieży. Posiada złe, jak i dobre strony, przy czym te złe po prostu się nie zauważa za młodu. Naprawdę cieszę się, że znalazł się taki pisarz. Paolini pokazał całemu światu, iż siedemnastolatek może wydać własną, wciągającą powieść ;)


7 komentarzy:

  1. Wiesz, to wiocha była. Dosyć uboga, kto miałby napadać?
    I nie "naznaczył go ot tak". xD
    Wykombinowałam już kiedyś, dlaczego główni bohaterowie fantasy mają takie pokupczone życie i ciągle się coś im przytrafia - to jest jak legenda. Opowiada po prostu o życiu bohatera.
    Ostatniego... no nie do końca, bo był ten król. I Brom. No, Brom nie miał smoka. Ale Jeźdzcem był. ^^
    I hej. Czy Eragon nic od siebie nie dał? Opuścił rodzinną wioskę, potem umarł Brom, jego najbliższy przyjaciel w tym czasie. I Murtahg, czy jak to się pisało.
    Rany, jak ja go kochałam w pierwszej części. Ale w drugiej.... ;__;
    I od Aryi mi sio... chociaż szkoda mi Eragona, jak go odrzuciła. :c
    On nie zaczął do niej pod koniec książki zarywać. <.< On ją ciągle kochał, ale się bał jej tego wyznać (i w sumie dobrze, starsza o kilkaset lat, jeśli dobrze pamiętam. No i księżniczka :v)... po przeczytaniu podsumowania<
    Ja tam jestem młoda i widzę mało minusów, starcze. <_<





    Ta. Nie ma to jak cały komentarz niezgadzania się z autorem. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem tak - będę musiał jeszcze raz przeczytać i z analizować te rzeczy, o których mówisz. Ogólnie książkę uważam za dobrą, ale taką, która nie ma nic w sobie porywającego (obliczam to pewną skalą, mogę zdradzić na hangoucie :p). Książka wciąga, to fakt. W sumie to największy jej plus, bo są i bestsellery, które tego nie potrafią uczynić ;)
      Ps. Nie chodziło mi o wioskę, tylko o to, że Eragon z ojcem i bratem mieszkali na odludziu - oddaleni od niej, a bandyci w tych czasach mogli zabić nawet za ubranie/jedzenie (z tego co kojarzę).
      Naprawdę trochę żałuję, że taką, a nie inną dałem ocenę (ja bym o takiej marzył od recenzenta, jeśli bym coś wydawał), ale po prostu znam lepsze książki fantasy, które mnie urzekły :)

      Usuń
    2. I bardzo dobrze, że się nie zgadzasz. Możemy dzięki temu dyskutować i sobie wyjaśnić nieścisłości. Coś takiego jest w cenie ;)

      Usuń
    3. Heh, dla mnie to "Eragon" jest lepszy od "Hobbita", więc wiesz.... <_<"
      Nie zabijaj. >_>"
      Ja jestem tylko małym fangirlem. <_<"
      ;w;"

      Usuń
    4. Pierwszą część Eragona czytało mi się lepiej, niż Hobbita, ale drugą... te dziwne, niepotrzebne wprowadzanie do tekstów imion pobocznych postaci skutecznie odstraszają :D Mimo wszystko kiedyś przeczytam całą sagę.
      Każdy lubi co innego. To normalka :D

      Usuń
  2. Czytałam ,,Eragona", ale tak dawno temu, że nie pamiętam tej książki jakoś świetnie.
    Arya była spoko, ja ją polubiłam:D Tak jak Saphirę. Ogólnie Eragon mnie trochę irytował, to taki chłopak ,,od zera do bohatera", no i taki typ narwanego młokosa, który ratuje świat. Bo jest Wybrańcem, Ostatnim, te sprawy. Zawsze jakoś bawią mnie te motywy Wybranych i tak dalej, może to dlatego, że niemal zawsze główny bohater literatury młodzieżowej fantasy to jakiś wielki heros z przepowiedni, który obala tyranię, te sprawy. Nie jest to mój ukochany motyw, głównie dlatego, że jest taki oklepany. Ale można coś ciekawego z tego wyciągnąć:)
    W sumie chyba nie jestem jakąś zagorzałą wielbicielką takiego bardzo klasycznego fantasy z elfami (elfy, elfy wszędzie...) i tak dalej, ale to naturalnie zależy od autora i pomysłu, bo są takie książki w tym klimacie, które są absolutnie genialne, oczarowują mnie, wciągają i zachwycają. Bo otoczkę magii, walk, fantastycznych istot i intryg wielbię całym sercem, w każdej formie:)Wydaje mi się po prostu, że w tych opowieściach o elfach i krasnoludach trudno już wymyślić coś oryginalnego, wielu autorów po prostu powtarza schematy i bywa to zwyczajnie nudne. Ale perełek jest mnóstwo. Wizją klasycznego świata fantasy absolutnie oczarowali mnie Sapkowski (czytałam na razie tylko ,,Ostatnie życzenie", więc wszystko przede mną:)) oraz Olga Gromyko, czyli moja ulubiona autorka (może świat w jej książkach nie jest jakiś bardzo oryginalny, ale bardziej chodzi w nim po prostu o zabawę konwencją z pewną dozą ironii. No i do tego pani Olga ma absolutnie genialny styl i niesamowity humor. Polecam, polecam tak bardzo!). Tolkien jeszcze przede mną:)
    Wracając do Eragona- zawsze niesamowicie szanowałam autora, że w tak młodym wieku napisał książkę, no i jeszcze z rozbudowanym pomysłem i na przyzwoitym, fajnym poziomie.
    Pozdrawiam i przepraszam za tak chaotyczny komentarz!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą, że nie jest łatwe umiejętne wcielenie tego typu ras do powieści, tym samym nie naruszając oryginalności samego tekstu. Oczywiście Paoliniemu można było to przebaczyć (w końcu dzieckiem był, jak to pisał), ale ja oceniam go jako normalnego pisarza, któremu udało się wybić. Jakiemuś "mniejszemu" pisarzowi mógłbym jeszcze zawyżyć ocenę, żeby zachęcić go do dalszej "walki", ale on (Paolini) tę zachętę już ma, w postaci uznania całego świata.
      Mam takie samo zdanie co Ty na temat motywu Wybrańców. Ja wolę bohaterów doświadczonych życiowo, lub po prostu głęboko uzasadnionych w tym, do czego muszą dążyć, a nie ot tak, nim się samemu w tym połapią. Dla Eragona było to nagłe przeżycie - ruszył na polowanie i "bum" - ja chyba psychicznie bym nie wytrzymał tego, czego dowiaduje się później. Przykładowo dla Harrego jest to coś, co musi długo akceptować - o tym, że jest Wybrańcem, dowiaduje się pod koniec piątej części. Wydarzenia wcześniejsze wpłynęły na niego na tyle, że nie musiał przyjmować całego ciężaru tej wiadomości.
      Olga Gromyko? Hmmm może sięgnę po jakąś jej książkę. Czas pokaże :)
      Pozdrawiam!

      Usuń