Hmmm... gdybym tylko pamiętał, co wtedy się wydarzyło... a czekaj... mam! Wydarzyło się to, co zwykle, lecz z pewnymi, małymi szczegółami.
Jak co tydzień przybyli do nas wujostwo z kuzynem. Zaczęliśmy gotować na ogniu... zupę. Tak, dobrze przeczytaliście. Zupę. A tak dokładniej - grochówkę. Jak zwykle była dobra, choć grochówka nie należy do co sobotniego "menu" głównego naszego... hmm... "grillowania". Zdarzają się różne rzeczy. Ale tego dowiecie się w późniejszych zapiskach.
Hmmm.... nie pamiętam niestety szczegółów. Ale spokojnie. Teraz się poprawię i będę zawsze pod koniec dnia wstawiał informację (tylko że wszystkie będę publikował w magiczny dzień tygodnia, który ktosik tam nazwał "Piątkiem").
02.10.16r. Niedziela
Grzybobranie! Tak! To właśnie! Nie wiem, jak Wy, ale ja bardzo lubię pochodzić po lesie, wyciszyć się i oddać się satysfakcji, pod postacią szukania grzybów. Wieeem - można by powiedzieć, że emocje, jak na grzybobraniu. No ale przepraszam bardzo: ja bardzo je lubię!
Śmiejcie się, proszę bardzo!
Trochę grzybów znaleźliśmy, no ale nie było ich jakoś dużo. Pocieszeniem okazały się borówki, których to w lesie nie brakowało. W dodatku zdobyliśmy szczyt góry (nie powim jaki :p).
Ogólnie ten dzień mogę zaliczyć do udanych. Na fest!
...gdyby nie mały, tyciuteńki szczególik, którego nie zdradzę (sory, za bardzo prywatne. Też nie chcę później tego sobie wspominać za rok, czy dwa).
03.10.16r. Poniedziałek
O choroba!
Tak...
Zachorowałem i nie poszedłem na praktyki. No ale za to (wiem, że od "no" nie zaczyna się zdania. Ciii) sobie popisałem i poleżałem z moim pieskiem w łóżku.
Było spoko. W dodatku, o dziwo z resztą, przestałem się zamartwiać wczorajszą rzeczą. Pewnie to dlatego, że coś podobnego niegdyś już przeżywałem i byłem uodporniony na ten ból. Powiem tyle: ufff...
Aha, jeszcze jedno - mimo wszystko poszedłem na próbę zespołu (gram tam sobie na gitarze). Tak, to cały ja: chory tylko w przypadku obowiązków, a rozrywek - nigdy w życiu!
04.10.16r. Wtorek
Ten dzień byłby taki sam, jak poprzedni, gdyby nie to, że zamiast pisać... czytałem... i piłem soczek...
taaak....
No i nie miałem próby.
05.10.16 r. Środa
Tutaj monotonia mnie opuściła. Byłem u... lekarza! Taaak! Wcześniej mi się nie chciało... I bardzo mądrze, bo przesiedziałem tam dobre dwie godziny (jak nie trzy!). Było by całkiem beznadziejnie, gdybym nie spotkał kuzynki, która akurat też czekała na swoją kolej (hehehe,, za mną).
06.10.16r. Czwartek
Od lekarza dostałem zwolnienie z praktyk do piątku, powiedział mi, że jeślibym się lepiej poczuł, to dzisiaj mam na nie iść, ja się lepiej poczułem, ale i tak zostałem w domciu. Powód? Chciałoby się Wam wstawać o 5 z myślą, że na legalu możecie spać do woli? Hmm?!
No ja myślę...
Ogólnie najnudniejszy dzień tygodnia. Praktycznie nic się nie działo.
Może to kara za dzisiejszą, początkową decyzję?
07.10.16r. Piątek
Dzisiaj się zdecydowałem pójść na praktyki mimo wszystko. W sumie nie żałuję. Było spoko. Jak zwykle tyrałem od siódmej, do trzynastej (dosyć lekką robotę miałem na dziś), a później... wolność! Kochana wolność...
Po za tym byłem się zapisać na ten semestr na lekcje wokalu, i... pierwszą lekcję miałem już dziś! Było ekstra. Z resztą jak zwykle na muzyce. Za niedługo zapisuję się też do innego nauczyciela na tego typu lekcję.Ale to już na mniej godzin tygodniowo.
*
Sorka, że tak mało szczegółów. Następne zapiski będą miały ich więcej.
A jak Wam minął ten tydzień? :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz